Świadectwo – Tymoteusz Urbaniak

Urodziłem się w rodzinie, w której Bóg był i jest na pierwszym miejscu. Od dziecka uczestniczyłem w nabożeństwach w kościele zielonoświątkowym, chodziłem na szkółki niedzielne, później na spotkania młodzieżowe. Mogłoby się wydawać, że nie było w moim życiu możliwości upadku, miałem przecież wszystko co było mi potrzebne – kochających rodziców i rodzeństwo, zaopatrzenie, podstawy wiary. Niestety, w moim zborze wiele osób, które miały dla mnie autorytet i były liderami, wywierały na mnie presję. Zmuszano mnie do relacji z Bogiem, której wtedy tak naprawdę nie rozumiałem. Kazano mi czytać Biblię, która była dla mnie zbyt zawiła i niepojęta. Kazano mi się „odpowiednio” i „stosownie” zachowywać – a tak naprawdę była to szkoła zakładania masek, które tak bardzo przywarły do mojej twarzy, że sam już nie wiedziałem kim byłem. W międzyczasie wdrażałem się coraz bardziej w sprawy, w moim przypadku, sztucznej wiary. Misje krajowe, w które się angażowałem, są wspaniałą rzeczą, jednak dla mnie w tamtym czasie były głównie metodą na zasłużenie na przychylność Bożą. Moje sumienie starało się znaleźć coraz to nowe sposoby na poradzenie sobie z samopotępieniem. W swoich oczach byłem nędznym robakiem nie wartym życia, który już dawno stracił zbawienie. Moje relacje z innymi ludźmi zaczęły się psuć, pornografia zaczęła władać moim życiem i to bardzo wcześnie, bo już w wieku 13 lat miałem z nią problemy. Wszystko jednak udało mi się ukrywać pod maską pobożności aż do czasu, w którym kończyłem liceum.

Presja spowodowana maturą i zbliżającą się przyszłością, perspektywa wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i niedojrzałe zauroczenia przyczyniły się do tego, że na pierwszym roku studiów załamałem się. Życie nie miało dla mnie sensu, nie chciało mi się żyć. Siedziałem tylko przed komputerem od rana do wieczora zajmując się wirtualną rzeczywistością, która też z czasem zaczęła tracić kolor. W tym czasie, w zborze w moim rodzinnym mieście, mój tata głosił łaskę. Będąc na jego kazaniach coś do mnie trafiało, ale brakowało mi zrozumienia. Prawdziwy przełom w moim życiu nastąpił, gdy przyjechał do nas pastor Constantijn Geluk z kościoła „Young & Free” z Holandii. Jego kazanie można podsumować bardzo prostym wnioskiem – Jezus zamienił się z nami miejscami, wziął za nas na siebie całą winę, choroby, cierpienie i potępienie abyśmy byli w pełni usprawiedliwieni, wolni, zdrowi i błogosławieni jako dzieci Boże, którymi jesteśmy. To przesłanie było dla mnie kluczem do drzwi, za którymi stał Bóg – Ojciec z wyciągniętymi ramionami i przygotowanym specjalnie dla mnie nowym przymierzem. Po tym wydarzeniu wiele rzeczy poukładało się w mojej głowie za sprawą książki Joseph’a Prince’a „Przeznaczeni By Królować”. W tamtym czasie książka ta nie była jeszcze wydana w języku polskim, więc z tatą zabraliśmy się za jej tłumaczenie do użytku wewnętrznego w naszym zborze.

Dzisiaj moje życie wygląda zupełnie inaczej. Nie boję się przyszłości, wyzwań, które przede mną stoją. Biblia przestała być dla mnie bełkotem, a stała się księgą pełną pocieszenia, ratunku i skarbów, pokazuje przeogromną miłość i mądrość Boga. Odciąłem się również od starego sposobu życia – wyjechałem z Gdańska, w którym studiowałem i wróciłem do Miastka, gdzie zaangażowałem się w budowanie kościoła. Nie mam już problemów z samopotępieniem. Wiem, że mam niesamowitą wartość w Bożych oczach i jestem umiłowanym Synem, którego Bóg trzyma w swoich troskliwych rękach tak, że nic złego nie może mi się stać. Usługuję ludziom, nie z chęci przypodobania się Bogu, ale dzięki Jego miłości i dzięki temu, że uzdolnił mnie do służenia innym. Moje relacje z ludźmi zostały uzdrowione, z dnia na dzień widzę, jak moje maski znikają. Nie boję się już ludzi, nie boję się otwierać przed innymi, co ważniejsze potrafię być wsparciem i przekazywać innym to co Jezus dał mi – pocieszenie i miłość. Wszystko tylko i wyłącznie dzięki Bogu i Jego Łasce, która do nas przyszła przez Jezusa Chrystusa.

Gorąco zachęcam do udziału w konferencji Grace Challenge! Jeżeli jesteś wierzący, a jednak wydaje Ci się, że czegoś brakuje w Twojej wierze lub masz wrażenie, że jesteś uczestnikiem ciężkiego, a nie lekkiego jarzma – przyjedź, nie będziesz żałował i z pewnością rozszerzysz swoje poznanie, wzbogacisz swoją wiarę i doświadczysz zbudowania, które będzie trwałe i przyniesie owoc w Twoim życiu.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz