Świadectwo – Marek Kostrubiec

We wrześniu 1996 roku przyjąłem Pana Jezusa do swojego serca, jako osobistego Zbawiciela. Moje dotychczasowe życie z Bogiem mogę podzielić na dwa etapy. Pierwszy z nich trwał do stycznia 2007 roku i był pewnego rodzaju wstępem do tego, co wydarzyło się potem. Patrząc z perspektywy czasu i odpowiedniego dystansu wiem jedno – kochałem Pana Jezusa i pragnąłem żyć według Jego przykazań. Przyjąłem chrześcijański system wartości, za pomocą którego nadałem sens swojemu życiu. Utożsamiony ze zborem oraz biblią starałem się nie grzeszyć i służyć innym będąc przekonanym, że tylko wtedy uzyskam Bożą przychylność i akceptację. Moja relacja z Bogiem w głównej mierze polegała na handlu ze Stwórcą, gdzie za służenie Mu wyczekiwałem nagrody i akceptacji. Gdy zgrzeszyłem nie byłem w stanie sobie poradzić z poczuciem winy oraz idącym za nim potępieniem. Przysięgałem Bogu, że to już ostatni raz, wierzyłem, że cotygodniowe lub noworoczne postanowienia przyniosą przełom w moim duchowym życiu. Mijał czas a ja byłem coraz bardziej zawiedziony, sfrustrowany, rozczarowany samym sobą potem innymi, a na końcu Bogiem. Pomimo starań by przestrzegać zakon widziałem swoją bezsilność wobec grzechu. Coraz większe poczucie lęku i potępienia owocowało tym, że stałem się anonimowym wycofanym chrześcijaninem w niedzielnej masce z odpowiednim wyrazem twarzy dobranym do okoliczności. We wspomnianym wcześniej 2007 roku doszedłem do miejsca gdzie wszystko, co związane z chrześcijaństwem straciło dla mnie sens i wartość, nie będąc w stanie wypełnić Bożych standardów (jakimi są przykazania) byłem przekonany, że przegrałem, że to już koniec i umrę będąc niepojednany ze Stwórcą.

I wtedy rozpoczął się drugi etap, zawołałem do Boga by mnie uratował, odarty z tzw. chrześcijańskiej moralności, przyszedłem w modlitwie do Jezusa, jako grzesznik przynosząc swój ból, związany z poczuciem winy, rozczarowaniem i potępieniem. Znałem biblię i w głowie pojawiły się dwa wersety połączone w jedno zdanie Mt 11:28 „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.” Rz 8:15 „Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!” Duch Święty przyniósł do mojego serca świeże objawienie tego, kim jest Jezus Chrystus i co dla mnie uczynił przez swoje doskonałe i skończone dzieło na krzyżu oraz kim jestem w NIM. Tamtego dnia Jezus uwolnił mnie od potępienia i lęku przed śmiercią. Słowo o braku potępienia z listu do Rzymian 8:1 stało się żywe i prawdziwe jak nigdy wcześniej. Uwierzyłem, że Bóg mnie usprawiedliwił z łaski przez wiarę w skończone i doskonałe dzieło swojego Syna, że z powodu JEGO usprawiedliwienia jestem z NIM pojednany, że mnie kocha bez względu na wszystko, Jego miłość do mnie jest bezwarunkowa i nikt oraz nic nie jest w stanie tego zmienić. W końcu odpocząłem od wszelkich wysiłków „bycia świętym” a co z tym związane – uniknięcia Bożego gniewu i zarobienia na Bożą miłość, sprawiedliwość, przychylność, akceptację, błogosławieństwo.

Dziś ewangelia jest naprawdę dobrą nowiną objawiając swoją moc w życiu mojej rodziny i społeczności „Nowe Przymierze”, której jestem częścią. Życie z Bogiem stało się przygodą i pasją, poznawanie Chrystusa przynosi każdego dnia coraz większą wolność wynikającą ze świadomości tego, czym dobry Ojciec w niebie mnie łaskawie obdarzył. Z chwilą śmierci Chrystusa na krzyżu, ludzkość weszła w nową, duchową rzeczywistość, nazwaną nowym przymierzem między Bogiem, a człowiekiem, gdzie królują sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym. Jedynym warunkiem doświadczania tych rzeczy jest uznanie wystarczalności krzyża naszego Zbawiciela, to przez wiarę czyni wierzącego dziedzicem Bożych obietnic, bo wszystkie, ile ich było w Chrystusie, znalazły swoje TAK (2Kor 1:20). Żyjąc pod Jego łaską i doświadczając Jego odpocznienia jestem wypełniony chęcią służenia innym tak jak On mi usłużył. Wiem, że miłość do Boga i ludzi jest wynikiem przyjęcia Jego miłości wiedząc, że ukochał mnie wtedy, kiedy byłem jeszcze grzesznikiem (Rzym. 5:8).

Bóg przestał być sędzią, a stał się Ojcem i nie przestaje nim być nawet wtedy, gdy upadnę. To sprawia, że mam z Nim społeczność w każdym momencie mojego życia utwierdzając się w wierze, jak bardzo jestem od Niego zależny. Nie wstydzę się przyznać do moich słabości, bo tylko w ten sposób mogę praktycznie doświadczyć Jego zwycięstwa nad tymi słabościami. Nic w moim życiu nie działa tak, jak ogłaszanie prawdy – kim jestem w Chrystusie, opartej na JEGO całkowitym i skończonym dziele na krzyżu. Duchowa rzeczywistość przez wiarę ma wpływ na otaczające mnie okoliczności, a wszystko to dzieje się za sprawą TEJ ewangelii, która jest mocą Bożą ku zbawieniu, ponieważ w niej jest objawione Boże usprawiedliwienie (Rzym. 1:16-17).

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz